There was a time, you make me believe, that I'd receive
Something that would hold, & wouldn't leave me cold
& there was a line you made me cross,
So the two of us would have the strength to bare,
The crosses we couldn't share
But nothing hurts now, that didn't hurt before
So I won't pretend that it was the end of the world
Cause nothing hurts now
There was a time, I made you smile, & for a while
I was beautiful to you, I was beautiful like you
But these things often pass, & for you they just wouldn't last
So I was first to know, when you had to go
But nothing hurts now, that didn't hurt before
So I won't pretend that it was the end of the world
Cause nothing hurts now...
Szłam, nie sama bo z Tobą, było ciemno, ale księżyc wskazał mi drogę. Idąc tak w milczeniu, zastanawiałam się co co cholery mnie skłoniło, żeby się tu pchać i to o takiej porze. Jednak gdy już doszliśmy wiedziałam, że to miejsce i ten czas i ta chwila została gdzieś zapisana dla nas. Gwiazdy rozświetlały jezioro,a czas jakby stanął. Było zimno? Może dla wszystich innych co zeszli przez przypadek w tę strone, nie nam. Padał deszcz, krople spadały wszedzie ale nie tam gdzie stałam i ja i Ty, nie czułam nic oprócz ciepła i radości i błogiej beztroski. Wszystko dookoła szumiało przy delikatnych podmuchach wiatru, a ja czułam że chce trwać tu i teraz w tym momencie i tylko z Tobą. :*
- Sto lat
- O dzięki że przyszedłeś
- Nie ma za co.
***
- a chociaż dobre?
- nie ważne czy dobre, drogie!
- aha
***
- przyjaciele są zawsze z tobą kiedy ich potrzebujesz, jak budzisz się rano i nie masz mleka w lodówce, kiedy spali się żarówka, kiedy się zgubisz..
- ..ale najpierw trzeba ich mieć
- no tak, prawda...kiedy nie masz się z kim napić..
- no do tego nie trzeba przyjaciół.
***
- jak Cie lubią, tak Cie biją Aneta.
- a jak nie lubią to biją jeszcze mocniej!
***
- o to Ty też masz dzisiaj urodziny?
- no niestety...
***
Już po wszystkim... uff! no momentami było nawet całkiem sympatycznie..
koniec tego stresu i innych takich :)
Lecę w dal, w dawne dni,
Co minęły daremnie,
Nie wiem skąd znana mi,
Ta melodia gra we mnie
Dawnych wspomnień, rzewnych toń,
Stukot kopyt, grudniowy szron,
W rytmie walca 1, 2, 3
To się na pewno śni...
Płynę w dal, w dawne dni,
Co minęły daremnie...
"Zajmij się Mileną!" - tym krótkim rozkazem moja szanowna m. zmusiła mnie do spędzenia dnia na nauce piosenki i walca wraz z moją siostrą. Gdybym wierzyła w swój talent muzyczny czy tam wokalny, pewnie bym zamieściła próbkę moich umiejętności.. Ale:
a) nie wierzę (i wątpię, że na całym świecie znajdzie się ktoś kto wierzy) w niego ani trochę.
b) brak mi odwagi
c) nie chce mi się
Jak to jest gdy popełniasz grzech i chcesz go dalej popełniać?
Jak zatracasz się i nie myślisz o konsekwencjach.
Jak tak bardzo jesteś wtedy fizyczna.
Jak nie chcesz myśleć, co mówią na ten temat inni.
Jak bardzo chcesz by to była tajemnica.
Jak niezwykła się wtedy czujesz.
Jak nieprawdopodobnie łatwo się rozgrzeszasz.
Jak bardzo chcesz zostać tak na wieki...
Tylko Ty i Twój grzech.
-Halo, halo!
-Halo, kto mówi?
-To ja
-Ty? długo Cie nie bylo słychać
-Wiem. Kocham Cię
-A ja Ciebie nie.
-Ok.....
-Nie rozłączaj się!
-Bo?
-Kocham Cię..
-Tak? a mi już przeszło
-Nie prawda...
-Prawda. Dowidzenia
-Nie zostawiaj mnie...
Jakbym miała napisać list do świętego Mikołaja, to brzmiałby on prawdopodobnie tak:
Mikołaju, Mikołaju nie zjedz tego ciasta (po czym nastąpiłabym pauza stosowna w tym przypadku) proszę Ci więc bardzo o:
1. Dar czytania w myślach kiedy tego najbardziej w świecie potrzebuje
2. Trochę więcej szczęścia
3. Odrobine szaleństwa dla tych, którzy mnie nie rozumieją
4. Żeby nikt nie wtrącał się do mojego życia, nie udzielał mi porad jak sam nie ma żadnego doświadczenia w tejże kwestii
5. Żeby wszystko się dobrze ułożyło
6. Żebym nie musiała odpowiadać na pytania, na które właściwie nie ma odpowiedzi lub jej poprostu nie znam
7. Żeby wszyscy byli szczęśliwi.
Dzięki bardzo
... ale pewnie nie napisze tego listu więc ... ;).
Zwariowałam..
Jak zwykle zresztą to już weszło mi do głowy. Czasami serio chciałabym być normalna... ale jak zwykle zwariowałam.
Dla całkowitej mojej satysfakcji powiem, że przydarzyło mi się coś za co kiedyś oddałabym bardzo wiele, jak nie najwięcej... a teraz jest mi to poprostu miłym dodatkiem w życiu. Moim marnym życiu:)
No nic, nie chce siać zbyt wcześnie paniki, ale chyba staję się małą zdzirą co zapomina o tym, że inni też mają uczucia... a co jest w tym najgorsze?! Dobrze mi z tym, na prawdę świetnie się z tym czuje!
Wreszcie! idę powykręcac komuś głowy, albo wywiercić im dziury w mózgu:P
Czasami bywa:
Myślisz sobie:"Mnie, mnie to nie dotyczy! Ja już z tym skończyłam/em. Juz nigdy nic, nigdy nigdy! to przeszłość"
Poczym dzieje się coś czego wcale w planach nie było. Czego właśnie NIE CHCESZ.. NIE CHCESZ NIE NIE NIE... ale nie koniecznie.. bo później jak myślisz, powoli dochodzisz do wniosku, że jednak jest na odwrót. Wszystko się burzy. Jest chaos i kurwa nie dajesz sobie z tym rady...
i gorąco.
i strasznie upalnie.
i chcialabym nie być sobą.
i wszystko będzie w porządku.
tak sobie
.... myśle
ładnie to
tu
urządziłam
jeszcze nie wiem co to ma pokazywać
ale przecież wszsycy zauważyli nie
typowy kształt tej notki:*
Spadał płatek śniegu, samotnie.. leciał powoli, zataczał spokojne koła. Leciał i myślał, co go czeka na ziemi. Czy zazna miłości? Przecież on tak bardzo pragnie ciepła, a wszystko dookoła jest lodowate. On wie, że ciepło by go zabiło. Ale nie ma na świecie czegoś, czego by bardziej pragnął. Chciał poczuć się kimś, kimś na tyle ważym by o niego walczyć. Chciał. Marzył o jednej chwili spełnienia. Już jest blisko, z daleka zaczął rozróżniać kontury budynków. Małe dachy powiększały się z każdą sekundą. A On leciał spokojnie, powoli, jednym tempem, chciał spaść. Oczekiwał, tak jak się czeka gdy ma się świadomość, że zaraz wydarzy się coś niezwykłego. Czuł że cały drży.
Leciał, już widział ulice. Była kompletnie nie ciekawa, szara, a inne płatki leżały na niej. Same bez miłości. Wtedy zapragnął uciec, polecieć w górę. To wszystko przecież nie tak miało być. To wszystko miało być na odwrót miał być szczęśliwy. Zaczął wołać i błagać o litość był już nie daleko dachu. usłyszałam Go. Wybiegłam na ulicę, złapałam go na język. Mam nadzieje, że teraz jest szczęśliwy.
A dlaczego?
Bo nie cierpie nie doprawionych potraw.
Nie znoszę gdy coś jest takie jakieś nijakie.
Być może sama jestem nijaka, ale nikt ani nic nie ma pozwolenia aby być nijakim w moim towarzystwie...
Jestem na prawdę pogodna. Jestem na prawdę szczęśliwa.
Tylko udaję złą i pokrzywdzoną. Próbuje sama sobie wmówić, że jest źle, jak wcale nie jest. Albo właśnie na odwrót?